RSS
 

Lipiec

03 lip

Czekam lata jak kania dżdżu.
Określiły się plany urlopowe. Nawet Łukasz jakoś się przytula bardziej.
W dwóch pracach wymyśliłem coś w deseń „mam wesele”. I tak od kilku dni leżę sobie i wstaję za potrzebą.
Zero depresji, zero głupich pomysłów. po prostu odpoczywam.
Lawenda kwitnie jak głupia
Porzeczki dojrzewają
A ja muszę palić w piecu bo w kurde lipcu w domu mam zimne stopy.
Poza tym w wieku kurde 32 wiosen będę świadkował na ślubie brata. Obawiam się cyrku na miarę Little Britain.
I tfu… muszę garnitur znaleźć, w którym jak będzie dobrze leżał i zaszewki się zrobi to i na katafalku się położę.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przy pełni

11 maj

Nie było mnie kilka dni na wsi. W szklance po kawie wyhodowałem jakieś aspergillusy czy inne. Jestem do dupy.
Żyję w szpitalach, w klinikach.
Wychodzę po ostatnim pacjencie do galerii zjeść kolację i ubzdryngolić się ginem z tonicem.
W Sopocie na plaży naderwałem więzadło w kolanie.
Pomimo dziwnych akcji samotności, kocham nadal. Może z wiekiem przychodzą takie naleciałości, których nikt nie jest w stanie się wyzbyć… Odpuściłem sobie bieganie za Łukaszem. Każdy ma swoje życie, swoje ostoje. Czasem fajnie obudzić się obok kogoś, a nie obok obślinionej poduszki.

W szpitalu
O 2:30 obudziła mnie dwudziestolatka. Jej problemem było wszystko, czyli generalnie my life is suck – to jej motto życiowe. Nadreaktywny pęcherz, niereaktywne jelita, brak snu, brak łaknienia, brak kilku klepek w głowie. Już myślałem, że chociaż mi zemdleje i nawet założę rękawiczki bo oddychała jak zgoniony pies.
Niestety. Tylko zrzygała się pięciolitrową zawartością żołądka na środku sali, powiedziała że już jej lepiej. Przeprosiła i wyszła.
Tak chciałbym nie zwariować pracując z ludźmi…
Siedzę z Markiem w gabinecie USG i pocieszamy się nadchodzącym latem.
Wakacje wykupione. Z dala od tłumów, Arabów i szczających do basenów dzieci.
Przede mną kolejny raz na Mamma Mia! w Teatrze Roma. Obawiam się, że na pogrzebie będą mi śpiewać: dancing queen.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zdawkowo

18 sty

Zafascynowany niezmiennie miłostkami i nadmiarem pracy zasiadłem w końcu przy stole  kuchennym.
Gdzieś po drodze minęły mikołajki, święta, nowe roki. Mgły jesienne i zimowe pierwsze mrozy wywołane przez wyże kontynentalne.
Moja połówka ma nadal to samo imię co sześć miesięcy temu.
Najwięcej znajomych spotykam w biedronce. Staram się być miły.
Telefon skąpałem w trakcie świątecznych porządków – zostały mi tylko nieliczne kontakty.
Policja jak przychodziła na imprezy, tak przychodzi nadal.
Wszyscy dookoła jakby więcej kopulują.
W letniej rezydencji ciągle nie zrobiłem tarasu na wystawianie tyłka.
Tate się uspokoił, a raczej zrobiła to za niego choroba.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS