RSS
 

Praca

12 lis

Mam wrażenie, że czasem nie cierpię swojej pracy.
Jedno z miejsc – SOR.
Zawsze ktoś tu w swoim życiu trafi. Ot przez wrośnięty paznokieć, poprzez ból w klatce piersiowej w zasadzie bez bólu, zakłucie szpilką w zakładzie krawieckim, czy rana o długości 5 mm zadana nożem do tapet. wczoraj. Upadek z jednego schodka, sraczka, ból głowy, czy też czucie się nieprzytomnym od dwóch dni.  Ludzie zachowują się gorzej niż w piaskownicy. Skaczą, kurwią, wyzywają, walą w drzwi.
Najlepsi są ci nieprzytomni, odkorowani, z szerokimi źrenicami. Cierpliwie czekają.
Od kuchni wygląda to zupełnie niespodziewanie. Po obrzyganiu przez zachlanego w trzy dupy nastolatka idę do innego boksu przyjmować ciężarną do porodu. Oczywiście przebieram się. Potem jakaś kawa, podejrzenie zawału.
Gdzieś po cichu staram się umknąć oczom i zjeść posiłek.
Chyba przestałem być brzydliwy. ” Siedzieć i czekać” – powinno wisieć na drzwiach wejściowych.

Te zwały ludzi da się nawet znieść. Zapomina się, nie zwraca uwagi. Nie słucha. Zwyczajnie. Gdyby musieć spełniać polecenia zachcianki diagnozy wszystkich przychodzących można ześwirować w dwa dni.

Koledzy i koleżanki w pracy mili, aczkolwiek utopiliby cię w łyżeczce wody. Bo łyżka to za wiele.
Plotkarze, niewyżyci seksualnie, intryganci. Staram się nie odzywać. Wychodzę przez to na dziwaka. Nie wiedzą nic o moim życiu prywatnym, o zainteresowaniach. Na własne oczy dowiedziałem się, tete’a'tete wręcz, że powiedzenie komuś komplementu zagraża twojemu życiu lub zdrowiu. Pewien turbo-ratownik medyczny uznał, że podwalam się do jego turbo- najpiękniejszej we wsi – pielęgniarki. Wpada kogut za mną do pomieszczenia 1,5 na 1,5 metra i grozi pobiciem. Znaczy dobrze mi radził. Kretyn.
Do tej pory nasze stosunki od ponad pół roku się nie zmieniły. Boję się, że zniżenie do ich poziomu spowoduje u mnie lawinę odmóżdżającą. Z Zofią umawiamy się na próbowanie kolejnej whiskey.

Tymczasem sezon na wsi się kończy. Zaczynam polegiwania w mieszkaniu z Łukaszem.  Liczę, że zimy i pluchy już nie będzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Uboga nieboga

06 paź

Wraz z rypnięciem samolotem o płytę lotniska zakończyło się lato.
Uważam, że powinni mnie na siłę przesiedlić w okolice Morza Śródziemnego.
Pochodziłem kilka dyżurów do pracy i znów zapragnąłem wolnego. Tym razem brat stwierdził, że się ożeni.
Kościółek piękny, organistka zawodziła jak rozdzierany kot, florystka (bo tak teraz nazywa się kwiaciarki, a fryzjer to stylista fryzur, sprzedawca – sales manager) nawet gustownie udekorowała. Kucharki smacznie ugotowały, pogoda zrobiła psikusa i na dwa dni przed ślubem przestało padać, także mogłem łaskawie w gumofilcach nie świadkować.
Ledwo zakończyło się wesele, mnie dopadło jakieś dziadostwo i po raz pierwszy od 7 lat poszedłem na zwolnienie. A tak mnie naszło ponieważ pod koniec dyżuru trzymałem się kurczowo parapetów idąc korytarzem, jednocześnie odpychając jakieś wózki i leżanki z zawartością baby chwalącej się rodzinnym grobowcem od 1870 roku i jakiegoś ciućmoka pytającego się kiedy zostanie wypisany.
Wizyta z rana u nieznajomego bucułowatego lekarza trwała 10 minut. Wypełnianie deklaracji i zezwoleń dwadzieścia minut.
Panie rejestratorki we trzy siedziały jak kury przy komputerze i klikały jak dla mnie bez opamiętania w każde miejsce myszką.  Gdacząc jednocześnie, że nie lubią tego programu. Rzecz jasna szlag mnie trafił, bo musiał.
Jeszcze tylko telefon do zakładu pracy, że zobaczą mnie na nocnym dyżurze w poniedziałek i sru pod kołderkę.
Huragan Ksawery skutecznie pozbawił mnie prądu więc zagryzając usta starałem się nie kurwić nazbyt głośno, że nie kupiłem tego mieszkania w mieście, a tylko dwa lata przeszło i 200 000 popłyneło do domku na prerii. Kucyka mi jeszcze brakuje oraz Mary, Laury i Carrie – małych dziewoi z uroczo krzywymi zębami z rzeczonego serialu. (Domek na prerii)
Z najbliższym przypływem gotówki kupuję agregat prądotwórczy i 10 litrów benzyny.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O wakacjach

09 wrz

puk puk

Z opalonym tyłeczkiem wchodzę w nowy rok szkolny.
Co prawda nadal jest blady w porównaniu do reszty ciała, ale już mąką nie straszy. Powróciłem cały i zdrów z ucieczki na Maltę. Z dala od dzikich tłumów, klientów all inclusive, rozdartych sajgonek do lat dwóch. No poza samolotem, ale pół tableteczki zolpidemu sprawiło, że miałem ich wszystkich w głębokim poważaniu. Co prawda kompan podróży, 23 letni ciotek dał mi się we znaki. Poprosiłem go jednak o zaprzestanie marudzenia, i wybraniu się następnym razem na kolonie letnie z wychowawcą, bo mnie zjeżdżalnie i aquaparki średnio bawią.
Domek na wsi ostatnio zamieniłem na nowoczesne osiedle.  Takie wiecie, auto w leasingu, na obiad sushi, drwale i lewandowskie na podwórku. Innymi słowy częściej przebywam u Łukasza niż u siebie.
Chowam spojrzenie w kostce brukowej, ażeby żadna nowoczesna-pe-el-matka nie zadała mi pytania, dlaczego jej córka ma wysypkę na jednym paluszku u lewej ręki. Bo może to rak albo wada serca odziedziczona po prababce wujenki ze strony szwagra. Fukin shit.
Baby w zakładzie pracy nadal wymieniają się opiniami na temat luźnego stolca i konieczności wypróżnień.
Koleżanki i koledzy próbują mnie wkręcić w jakieś intrygi na temat wysokości podstawy pensji zasadniczej, ilości dyżurów, imprez integracyjnych i romansów odbywających się w pokoju socjalnym oddziału radiologii.
Żal wspominać o ciekawości na temat mojego życia prywatnego.
Łapię więc młodego chirurga i proszę o konsultację pulmonologiczną na podjeździe dla karetek. Papieros o 3 nad ranem jednak uspokaja.
Nastała jesień. Znów złapie wkurwa. Nie mam się w co ubrać, świadkuję na ślubie brata.
Już przebieram nogami na myśl o rosole, schabowym w oku kamery, zdejmowaniu buta na oczepinach i białym barszczu z kiełbasą i pytaniami stryjenek, kiedy to w końcu ja się wezmę i ożenię.
Podejrzewam, że z Emi upierdolę się jeszcze przed kościołem.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS