|
|
2012-01-27 21:08:24
Bo ja siedzię, uczę się mądrości medycznych i grzeję od komputera. W piątkowy wieczór, a co.
Wentylatory tak uspokajająco mruczą, że można przyciąć komara w 30 sekund po zasiadnięciu do pracy.
Jakby mnie nie było, to znaczy że leżę gdzieś za biurkiem, w plątaninie kabli, listw zasilających, modemów, routerów i innego dziadostwa technologicznego.
W końcu zamroziło, zrobiło się rześko, skwiercząco i ślisko. Wyjebutać się na chodniku nie jest problemem, gorzej ze starymi kośćmi niemłodej już ciotki. Jeszcze plotka pójdzie, że siadać nie mogę z wiadomej przyczyny, a nie z małej przyczepności obuwia mojego do podłoża.
Odnośnie obuwia, to przyznam się że zakup owszem, ładny, w chuj drogi, z kolekcyi zimowej, ale ta kolekcja dostosowana jest chyba do Włoch i ani stopnia na północ wiecej.
Na Teofilowie zagościło wi-fi z telewizji kablowej. Mam zasięg nawet na kiblu, wannie, przy garach i w szafie, ale w gruncie rzeczy nie skorzystam, bo z laptopem srednio chce mi sie przemieszczać w te i nazad, a mój telefon powinien zaliczać się już raczej do zabytków, aniżeli do aparatów dzwoniących bo nie ma w sobie części, pozwalającej na komunikację z bezprzewodową aurą jak to Beata Tyszkiewicz- Próchno mówiła. Grunt, to dobrze się ukrywać przed szklanym okiem Big Brothera, bo nie dość że komórkę nosić trzeba przy sobie, (nie wiadomo, kiedy jaka ciotka zechce się ze mna na randkę umówić) ale żeby wszyscy wiedzieli, że zameldowałem się właśnie w delikatesach spożywczych w Brzezinach koło Łodzi to już kurwa przegięcie.
Z pracy zawodowo-niezawodowej. Sąd Administracyjny wział się za burdel. I co się okazało? Osoby, które zawiniły, zawiniły więcej stawiajac swoje pieczątki na podpisach nieswoich, zasłaniając jednocześnie parafki. Sprawa się odwlekła, a osobistosci spierdoliły z firmy z godziwą odprawą, unikając jednocześnie zwolnienia dyscyplinarnego i wywozu na taczce, jak to kiedyś zrobili z Jagną co księdza podrywała w Chłopach.
Ja poczekam cierpliwie, jestem spokojny, adwokat zaciera ręce na procent z odszkodowania, a tamtym dziadom, żeby już do śmierci nie stanął, a żylak odbytu niech dokucza przez 23 godziny na dobę. Abrakadabra, rzucam czar. Podobno moje uroki działają.
Nie muszę się kłócić. Wystarczy mi się odpowiednio zasłużyć, a juz z górki nie będzie. Królicze łapki nie pomogą.
skomentuj (0) 2012-01-23 20:07:32 Matko Boska!
Na Alejach jak zwykle. Dyżury do 7 całkowicie rozpieprzą mi dobę biologiczną. Podkowy pod oczami rosną jak na drożdżach.
W głowie nic się nie zmieniło.
Podobno mięśnie mi się pojawiły. Biceps powoli puchnie. Gorzej, jak woda mi się zatrzymała.
Cały marzec mnie nie będzie. Calusienieniuśki. Boję się, że znów nie wytrzeźwieję, albo nie daj boziu poznam jakieś 20-25 letnie dziecko, niesprawne umysłowo, jak ostatnio w lipcu, w styczniu i w grudniu.
Oleńkę wyprowadzili rodzice z równowagi. Rozważaliśmy podanie hydroxyzyn, bo i na alergię jej pomoże. Wpadła do mieszkania i wyła w łazience jak obywatele Korei Płn. po śmierci Kima jednego i drugiego. Uratowały nas piwa, 20 papierosów i butelka wina.
Ja zaś, razem z Em, na samym dnie piekła będziemy się smażyć. Za kłamstwa rzucane przez telefon w kierunku rodzin naszych.
Diabły, Lucyfery i inne czarty rozżarzone wydly w oczy będą nam wkladać.
Ratownik o 5 rano pisze, żebym pomógł mieszkanie malować. Jak na 2 pędzle, nie ma sprawy. Da znać kiedy kupi farbę.
Poza tym połowa męskiej służby zdrowia to pedały. Albo nawet 60 procent.
A dla rozrywki w niedzielne wieczory, jak nie mamy dyżuru, gramy w scrable. Nowa świecka tradycja. To w ramach ćwiczenia mózgu.
Po drodze czekam na koniec miesiąca, wypłatę, wiosnę, rozdarte ptaki w parkach, wyjazd do Krakowa w przesilenie letnie i moczenie dupska na basenie w uniejowskich termach.
Amen
skomentuj (1) 2012-01-20 13:41:58 -Hej, no i jak - zagaiło mnie dziecko na fejsbuku - dziekuję, w porządku - odparłem - w sobotę powiedziałem ci 3 komplementy - zaczepiło znowu - dziękuję, zarejestrowałem - odpisałem podnosząc się z podłogi. Plusa miał takiego, ze: nie podrywał mnie na tzw. koleżankę nie był napizgany w 3 strony świata był przystojny. Ale za komplementy mam zaraz zaprosić na obiad? Moze kolację ze śniadaniem? A moze zameldować u siebie i pół majątku ruchomego w postaci mojego niespłaconego jeszcze samochodu oddać? Czy ja jestem dziwny, czy ludzie dookoła? Jestem po prostu zabiegany, nie posiadający 7 minut dziennie na jakiekolwiek związki i umizgi. Niektórzy widocznie nie są w stanie zrozumieć, że nie wyznaję zasady: "ściągnij majtki, będziemy się całować" i nie interesują mnie weekndowe związki. One są po prostu nieopłacalne. I tutaj jak mantrę zacznę chyba powtarzać: zdechniesz sam, po trzydziestce, przy kuchennym stole, obżerając się majonezem. Matko, jak będę w trumnie wyglądać, kiedy plamy opadowe wyjdą mi na twarzy??? skomentuj (0) 2012-01-18 21:00:55 Znów miało być spokojnie, bez nerwów, emocji, wariactw. Wizyty u rodziców niestety będę musiał ograniczyć do niezbędnego minimum, czyli 2 dni w roku, w okolicy lipca. Zaczęło się niewinnie, od braku czegokolwiek do jedzenia w lodówce. Rozumiem, że nie pracuje fizycznie, ciężko jak górnik w kopalni i nie potrzebuję 4400 kalorii, ale jedyny element, jaki znalazłem na półkach, to wieprz w postaciach wielorakich. Baleron, podroby, podwawelska, zimne nóżki, mięso mielone; plus paczka drożdży rozkładająca szkło, na którym leżały, śmietana, jogurt o smaku likieru jajecznego (?), 5 główek czosnku i na tym wizję zakończono. Chciałem podjechać do sklepu, po coś normalnego na ząb, chociażby 2 plasterki żółtego sera i słoiczek majonezu. Tym zdaniem rozpocząłem regularną bitwę. Bo ja bym jadł nie wiadomo co, bo w tyłku się poprzewracało, bo jestem nieoszczędny. Ale za jakie grzechy mam żywić się tylko i wyłącznie mięsem? Nie wydaje majątku na jedzenie. Wszak lepiej mnie żywić jak ubierać. Coś jednak upolowałem – kasza gryczana (niejadalne świństwo wg. Mamusi). Ogórek konserwowy też się znalazł. Z mielonego zrobiłem pulpety. Żyję, aczkolwiek co się nasłuchałem, to moje.
Epizod nr 2. Mam wyjeżdżać do Łodzi. Biorę zatem kąpiel,
cuda, wianki, sauna w łazience. Przyszła pora na suszenie włosów. Ledwo
zacząłem, suszarka wyleciała mi z rąk niczym za dawnych lat probówki z
zawartościami w trakcie mieszania na worteksie.
Skwitowałem, iż próbowałem wrzucić rzeczoną włączona do
kontaktu suszarkę do wanny, w momencie, kiedy brałem kąpiel, ale niestety
przewodu zabrakło.
Przypomniało mi się, jak spotkałem Smelińskiego vel. Fantoma w korytarzach Narraganset. On jest chyba bardziej nieobliczalny psychicznie niż ja. Szczerzy się dziecię jak by się Xanaxu lub Seronilu nażarł. Odganiałem się od adorujących dzieci jak od much. Nie wiem, czy miałem coś nie tak na sobie, na czole? Przecież koszulka z podobizną Justina Biebera (tak kupiłem sobie tego typu koszulkę) nie powinna przyciągać, a odstraszać. Znów zamknąłem klub, znów personel kazał na mówiąc delikatnie wypierdalać. Znów poszedłem spać o 7 rano, znów wstałem w okolicy kolacji. Matko boska, ja się zatracam. Nie to, żebym pił, albo nie daj boziu ćpał. Alkoholu co prawda nie odmawiam, ale nie przesadzam. Przychodzi weekend, a mnie już nosi. Roznosi i wynosi, najczęściej w okolicy północy z domu. Jak kopciuszka, tylko w wydaniu pedalskim. I zaprawdę powiadam wam, że wyląduję z ręką w nocniku, a raczej w czarnej dupie wiekowej. Bo zanim się obejrzę, to ja będę tym eksponatem muzealnym w klubie, wiek chrystusowy przejdzie i siuuuu. Do tego czasu pewnie już do końca osiwieję, a moje naturalnie brązowe włosy znikną razem z ochotą na seks.
Kuracja na trądzik i inne wykwity, o bliżej nieustalonej etiologii przyniosła super efekt. Dochtór eM na którejś z libancji alko-testowych zaproponował ją i wsadził w moją tylną kieszeń niedbale wypisaną receptę. Zdziwienie przy praniu spodni było duże, aczkolwiek w miarę kojarzyłem fakty. Puste opakowanie po tussi plus recepta na coś, co mi znane nie było. Generalnie mili państwo, od 4 miesięcy ani pryszcza, ani zaskórnika, ani kaszaka, ani tłuszczaka, ani czyraka, ani kurde niczego. Gładki jestem jak kuciapka gimnazjalistki po depilacji – jak to mawiał mój kolega. Także tylko mnie głaskać, masować, szczypać, a nawet połaskotać się dam. Za uchem również. A ja głupi sobie maści i kremy kręciłem w aptece, okłady, parówki i nawet nasiadówki miałem zastosować. I nic. W wieku 27 lat w końcu zakończyłem okres dojrzewania. Tadaaaammmm!!! Teraz pokwitanie? Czy jeszcze jakiś stan jest? U Dochtór A-Neu widziałem jakieś książki nt. starości, akceptacji i pomocy w momencie, kiedy zamiast istoty szaro-białej masz galaretkę lekko opalizującą. Może zacznę się nastrajać. skomentuj (1) |
|