RSS
 

Przy pełni

11 maj

Nie było mnie kilka dni na wsi. W szklance po kawie wyhodowałem jakieś aspergillusy czy inne. Jestem do dupy.
Żyję w szpitalach, w klinikach.
Wychodzę po ostatnim pacjencie do galerii zjeść kolację i ubzdryngolić się ginem z tonicem.
W Sopocie na plaży naderwałem więzadło w kolanie.
Pomimo dziwnych akcji samotności, kocham nadal. Może z wiekiem przychodzą takie naleciałości, których nikt nie jest w stanie się wyzbyć… Odpuściłem sobie bieganie za Łukaszem. Każdy ma swoje życie, swoje ostoje. Czasem fajnie obudzić się obok kogoś, a nie obok obślinionej poduszki.

W szpitalu
O 2:30 obudziła mnie dwudziestolatka. Jej problemem było wszystko, czyli generalnie my life is suck – to jej motto życiowe. Nadreaktywny pęcherz, niereaktywne jelita, brak snu, brak łaknienia, brak kilku klepek w głowie. Już myślałem, że chociaż mi zemdleje i nawet założę rękawiczki bo oddychała jak zgoniony pies.
Niestety. Tylko zrzygała się pięciolitrową zawartością żołądka na środku sali, powiedziała że już jej lepiej. Przeprosiła i wyszła.
Tak chciałbym nie zwariować pracując z ludźmi…
Siedzę z Markiem w gabinecie USG i pocieszamy się nadchodzącym latem.
Wakacje wykupione. Z dala od tłumów, Arabów i szczających do basenów dzieci.
Przede mną kolejny raz na Mamma Mia! w Teatrze Roma. Obawiam się, że na pogrzebie będą mi śpiewać: dancing queen.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zdawkowo

18 sty

Zafascynowany niezmiennie miłostkami i nadmiarem pracy zasiadłem w końcu przy stole  kuchennym.
Gdzieś po drodze minęły mikołajki, święta, nowe roki. Mgły jesienne i zimowe pierwsze mrozy wywołane przez wyże kontynentalne.
Moja połówka ma nadal to samo imię co sześć miesięcy temu.
Najwięcej znajomych spotykam w biedronce. Staram się być miły.
Telefon skąpałem w trakcie świątecznych porządków – zostały mi tylko nieliczne kontakty.
Policja jak przychodziła na imprezy, tak przychodzi nadal.
Wszyscy dookoła jakby więcej kopulują.
W letniej rezydencji ciągle nie zrobiłem tarasu na wystawianie tyłka.
Tate się uspokoił, a raczej zrobiła to za niego choroba.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Po sąsiedzku.

20 wrz

Z przyciętym palcem piszę. Literówki mogą się pojawić.
Zacisnąłem środkowego w kluczu do rur. Jego mać. Posiniał, pulsuje i za około tydzień z rozmachem odpadnie mi paznokieć.
Co niektórzy pomyśleli, że może umarłem lub jakie licho mnie dopadło w końcu. O nie, nie. Żyję i mam się dobrze. Z wielkim impetem niczym kościół na Placu Wolności w Łodzi kontynuuję remont. Jak glut z nosa. Obecnie pomieszkuję w okolicy okna w kuchni. Wszystkie pokoje zawalone czymkolwiek czekają z łaskawością na zjawienie się ekspertów od wykańczania wnętrz, tj kolegów tatusia mojego. A że koledzy, to przyjdą, kiedy nabiorą ochoty, czasu i nie będą mieli co robić. Czytaj w grudniu, jak roku poprzedniego. Ja wiem, że mógłbym wziąć kredyt na 100 000 i spłacać go przez 20 lat, no ale po że tak powiem jakie prącie? Ważne, że kiedy np. jem obiad mam pralkę na oku, czy aby nie wychodzi z domu wirując, lodówka też w nocy jakoś pomrukuje, a jak zachce mi się mięty lub melisy, to po przekręceniu na prawy bok, w okolicy twarzy stoi czajnik. Gotować już zaprzestałem. Mycie garnków w misce doprowadzało mnie do szału.
Obecnie z racji tak zwanego urlopu opierdaczam się ile można.
Poza tym się zakręciłem w związku. Jest mi dobrze. Cicho. Zacząłem normalnie sypiać, albo i nienormalnie, bo sypiam po 4 godziny na dobę.
Spełniło się moje postanowienie.
Reszta „znajomych” sama się wykruszyła.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS