|
|
2009-03-15 21:33:20 I zamieszkałem w nowym mieszkanku, nie sam, ale z efektem pracowniczego romansu. Parapetówkom już mówię dość, po tym jak przez 2 tygodnie przyjmowałem w moich skromnych progach delegatów, ambasadorów, nawet sama Królowa nie kryła oporów, aby mnie nawiedzić i błogosławić. Okolica znośna, mam do wyboru fryzjera i solarium piętro niżej, 3 żabki, stację benzynową i kilka nocnych źródełek. W dobie światowego kryzysu finansowego zarabiamy pieniądze i kupujemy niezbędne bibeloty, popołudnia mijają w rytmach "Mamma mia". Gdzieś po drodze przeszły kolejne urodziny a ja sam zniknąłem z piedestału bankietów w miejscowych dyskotekach. No cóż, w końcu trzeba dać się wykazać pięknym i młodym nastolatkom. Tylko jak teraz oznajmić rodzicom, że jednak wesela nie będzie, więc koszty tej imprezy można przeznaczyć na inne dobro, na przykład samochód. Póki co żyjemy skromnie, śpimy nago i doprowadzamy sąsiadkę schizofreniczkę doproadzamy do szczytu paranoi. skomentuj (3) 2009-02-09 12:52:27 Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość o przyjeździe ciotki Madonny do Polski. Wszystkie gwiazdy, rozgwiazdy, koniki morskie i pozostały plankton ogłosiły współnie chęć uczestniczenia w nabożeństwie na warszawskich błoniach. Serwery wieszały się od nadmiaru osób chcących uzyskać informacje. Ale jak to? Jakaś zdzira chce zakłócać spokój mieszkańców Kaczogrodu, kiedy to winno sie świętować Cud nad Wisłą? Kiedy rzesze pątników zbliżają sie w okolice jury krakowsko-częstochowskiej? Wśród organizatorów pielgrzymek powiało zgrozą, bo niestety nie dość, że kryzys gospodarczy, to jeszcze jakaś konkurencja wyrosła pod nosem. Jedynie firmy projektanckie i krawieckie zacierają ręce, dyktatorzy mody włącznie z Ewą Minge na czele liczą po cichu jełro, które wpłynie na konta dzięki indywidualnym zmówieniom na stroje wieczorowe. Pewnie TVP szykuje relację LIVE z tej uroczystości, a Przemysław Babiarz - jako unwersalny komentator w łazienkowym zaciszu ćwiczy dykcję. Jednym słowem dziki szał. Nie omieszkałem równiez i ja pomyśleć o urlopie i wyjęciu wypchanej pieniędzmi pończochy na ten zbożny cel. Jednak chyba rozsądek wziął góre. Preferuję zakup kilku domowych sprzętów i dodatkowo przeprowadzkę, a jak wiadomo sama Madonna nie będzie mi prać ręcznie. Chyba obejdę się smakiem i pęknę z zazdrości, że inni będą doświadczać tego cudu. Jak w poprzednim akapicie napisałem, juz wyjasniam. Tak, przeprowadzam się. Wiję gniazdko, jak na razie zbieram chrust i źdźbła traw na wyściółkę. Wkrótce opiszę co i jak. skomentuj (2) 2009-01-19 22:55:32
Wszedłem w nowy rok. Żadnych postanowień, ustaleń, sztucznych życzeń. skomentuj (2) 2008-12-25 16:28:35 A święta? Przyjechałem do domu i w nieco sztucznej rodzinnej atmosferze opowiadam co u mnie. Mamusia popłakała się, że syn odwiedził :/ istna paranoja Za mną chodzą drinki, ale z kim tu się napić, kiedy sami abstynenci i kierowcy. Na szczęscie w tym roku kuzynostwo nie dopisało i na prawdę da się odpocząć. Tylko telewizja nie zapomniała o stałych punktach programu, Kevinach itp. W pracy grosz do grosza, wyniki, raporty, ambicjonalne kłótnie, za które czekam nadal na przeprosiny. Jednym słowem zawrzało, a moje słowa dolały oliwy do ognia... Dodatkowo romans przybrał rumieńców, spotkania przy winie, whisky. O wiele cieplej w nocy... Sylwester w piżamach, z butelką wódki i folią bombelkową dla odstresowania. Na co komu wystawne bale, tiule, serpentyny i dopłata za możliwość upicia się... Do zobaczenia w Nowym Roku... Pomyślności wszelakiej Moi Drodzy życzę skomentuj (1) 2008-12-03 11:26:13 Dancing Queen wpadła na parkiet po wcześniejszym wypiciu ćwiartki żubrówki, zakręciła tyłkiem dwa, może trzy razy i rozkraczyła się na śliskiej posadzce. Wejście roku w Kaliskiej jednym słowem. Andrzejki udane, mimo tego, że nie stopiłem ani jednej świeczki, bo kto by ten bałagan sprzątał. Przyszłość widzę w swoich snach, ewentualnie w Zgierzu jest wróżka co sypie wizjami, do tego dodaje imiona i bierze co łaska. Okazja miesiąca :) Nie ma co liczyć na ślepy los, lepiej wsadzić tyłek w ten europejski pełną gębą Łódzki Tramwaj Regionalny i udać się na prywatną audiencję do szanownej pani. Wypłata przekroczyła kolejny okrągły próg... dobre tyle i w idealnym czasie przedświątecznego amoku, bo potem przyjdzie czas posuchy. Kto by pomyślał, że kiedyś zarabiałem po 300 zł miesiecznie.... Znajomi chcą mnie nawrócić na drogę hetero, ponieważ skoro i tak jestem niedostępny, to może zrobię sobie dziecko? Może, może, może... Jednym słowem zaczęły się swaty i plebiscyty. Trójosobowa komisja podstawia mi pod nos propozycje a ja nie mam nic do gadania. Mam chodzić na randki, zapraszać do domu i uroczyście konsumować. RATUNKUUUUUU!!!!! Może jeszcze mam prześcieradło pokazywać? normalnie słabo mi... oj słabo Póki co śpię pod puchową kołdrą mamusinym posagiem i nie narzekam ;) A co z sylwestrem? Zapowiada się w gronie doborowym przy półmisku schabowych i wiadrach wódki :P Swięta w gronie rodziny i bratowej, którą jak wiadomo ubóstwiam nade wszystko W pracy kroi się romans..... W ramach pokuty obciąłem się na żołnierza skomentuj (1) 2008-11-19 00:38:58 W godzinę duchów wracam do domu, po całodziennym chodzeniu w kieracie" mce
skomentuj (2) 2008-11-18 10:57:55
Z cyklu: Porady ciotki Teresy skomentuj (0) 2008-11-10 13:10:00
I przyszedł listopad a wraz z nim zmiany. W pracy szczególnie, bo w życiu towarzyskim jakby zastój na całego. Nawet wybrałem się do miejscowego przybytku rozkoszy, gdzie jak zwykle zdefraudowałem X pieniędzy, spotkałem byłego adoratora, który kiedyś obiecywał mi złote góry i dozgonną miłość, gdzie w niecałe dwa tygodnie po poważnej rozmowie, zakochał się bez pamięci w innym "kotku". skomentuj (2) 2008-11-05 00:50:06 Michał stał się ostatnio człowiekiem wątłego zdrowia. Nasuwa się pytanie - któż weźmie na męża taką sierotę, kiedy leki drożeją, opieka medyczna jak kulała, tak kuleje, L4 powoduje poważny uszczerbek w budżecie domowym - odpowiedź brzmi nikt. Pokasłuję troszeczkę, zatoki zatkane do granic możliwości, fryzjer z tysiącem dyplomów w salonie zrobił mi gniazdo na głowie pogłębiając jednocześnie moją listopadową depresję i debet na karcie. Więc spędzam samotnie popołudnia, w pracy popijam musujące multiwitaminy (jako suplement diety), odżywiam się skandalicznie a i siłownię puściłem kantem niczym mój były mnie kilka miesiecy temu. Wypadało by się jescze profiilaktycznie na ponowną tomografię wybrać, lekarzy nawiedzić, ale może lepiej nie wywoływać wilka z lasu? Jak na razie nie mdleję, pogotowie omijam z daleka więc sza! Ku uciesze gawiedzi w pracy stałem się prawą ręką kierownika, niby miło, niby dostojnie, ale pensja ta sama... W interanecie krążą maile z podziękowaniami za współpracę po 5 latach, po 4 latach, po 2 miesiącach. Wszyscy mają tak samo wisielcze humory po wprowadzeniu innowacyjnych zmian, więc albo zwalniają się sami, albo... no cóż... Według mnie specjaliści wraz z kierownictwem za mało opili wdrożenie nowości i jak się jebło tak wstać nie chce. Michał siedzi cicho, bo ściany mają uszy a w toalecie nawet pisuar podejrzenia moje wzbudza, że nie wspomnę o sprzątaczkach. Ciekawe, czy wystarczy szalup ratunkowych. Ale jak mamusia nauczyła, kąsać rączki co jeść daje nie trzeba, jeno ucałować pokornie i rzęsami wypolerować sygnety. Anusza pomyliła butelki, pomyliła proporcje. Jednym słowem musiała ładnie się nabzdyczyć przy sporządzaniu rodzinnych trunków leczniczych. Nalewka wiśniowa - owszem pyszna, lecz 85% alkoholu, to nieco za wiele i zbetonić się łatwo można w najbardziej kulturalnym towarzystwie. Dla złamania smaku postawiłem na stół swoje produkty. Apropos smaku - sprawdzałem ostatnio pół nocy, możliwości barmanów w speedclub. Jakież było moje zdziwienie, kiedy troskliwy tatuś zadzwonił do mnie o 5:15 nad ranem i zapytał, czy łaskawie wrócę do domu. No cóż to za pytanie, wszak po to przyjechałem na weekend, zeby odwiedzić mogiły rodzinne. Nie wcześniej jak przed 11 zapakowałem skacowany tyłek w samochód, ulokowałem mamusię na siedeniu obok i pojechałem w świat w pogoni za stearynowym światem polskich nekropolii. Nigdy więcej halloween party bo lata nie te, a i obyczaje za mało anglosaskie. W dodatku pytania ze strony rodziny: "kiedy nam przedstwisz narzeczoną" jakoś nie powodują uśmiechu na mojej twarzy. Ojciec chyba do śmierci będzie mi wypominał tą wódkę kupioną na moje wesele, które przez dziwne zrządzenie losu albo nie będzie mieć miejsca, albo odbędzie się w Londynie :) statystycznie: sex: 0.0 waga: niższa niż w ciagu mijającego roku, ale nadal wsty pisać finanse: powoli wychodzę na plus mimo światowego kryzysu ekonomicznego i palgi głodu w Zambii plotki: jedna że się gżdżę wszędzie , druga - palę trawę dementacja powyższego 1) patrz punkt pierwszy statystyk, 2) z racji kategorycznego wstrętu do owej używki, pozwolę sobie sprostować, że ktoś miał pewnie na myśli, iż jestem piromanem i podpalam rolne łany. Ale mimo wszystko uwielbiam być intrygujący :] skomentuj (0) 2008-10-26 00:13:23 Nocny maraton filmowy - noc grozy. Grozą nazwałbym, a raczej zgrozą ten zlot licealistów w stylu emo. Jakby sklonowali to całe towarzystwo, identyczne stroje, czapki i nieważne, że jeden szczupły, a drugi ze znaczną nadwagą. Spodnie identycznie wrzynające się w krocze, co druga gwiazda I-Phone w łapie, różowych trampkach na stópkach. Czułem się jak kopciuszek Filimy takie sobie, sąsiad z fotela obok po sapaniu i mlaskaniu zasnął na 2 seansie. Przysięgam, że zawsze trafię na dziwą osobę, która wprowadza usterki wizualno dżwiękowe w trekcie filmu, normalnie dzień świra, kurwa. Stwierdziliśmy z Moniką, że tak samo czulibyśmy się po nocnej libacji u mnie w mieszkaniu i wypadzie dancingowym na miasto. Jakby tego nie nazwać, starzejemy się i najlepiej po odejsciu od baru wyjść do drugiego pokoju i zasnąć... Na czwarte piętro wszedłem o 8 rano, nóżki trzęsły się jak młodej sarence, gdzie na szczęście za 10 minut zasnąłem w puchowej kołdrze - posagu od mamusi. miałem zaproszenie do Nory w celach intrygi. Z racji, że od momentu, kiedy nie mieszkam vis a vis klubu, bywam tam średnio raz na 2 miesiące. Całe szczęście, że nie skorzystałem, ponieważ był zjazd ludzi, z którymi utrzymywałem koleżeńskie kontakty, jedno się zakochało, drugie, trzecie, a ja zostałem skurwisynem, bo żadnej ręki nie wybrałem... Czy człowiek zawsze musi pakować się w związek? Odpowiedź brzmi NIE. Ja natomiast planuję dobudowanie salonu i tarasu, ustawienia witryny zamiast okna, ścianę oczyszczę z tynku, do gołej cegły i prosta drewniana podłoga, podkreślone słoje i bez żadnych wypaczających się, rysujących paneli... Ktoś z rodziny chce mnie za chcrzestnego ojca wziąć. Bardzo mi przykro, odmówiłem. Potem będą wpajać dziecku chrzestny = wieczny mikołaj. Co za mentalność... Znów spotkałbym w kościele księdza, który paradował w Narra w samych majtkach, i znów będę peszyć chłopaka w czasie kościelnej uroczystości.... skomentuj (0) |
|